Kasy do kosza

Do sejmowych komisji finansów i infrastruktury trafił zaproponowany przez SLD projekt ustawy o kasach oszczędnościowo – budowlanych i wspieraniu przez państwo oszczędzania na cele mieszkaniowe. Po krótkiej dyskusji przyjęto wniosek o odrzucenie projektu ze względu na konsekwencje dla budżetu.

Proponowany oszczędnościowo-kredytowy system finansowania opiera się na niemieckim systemie bausparkassen, czyli „kolektywnej samopomocy finansowej” osób zainteresowanych poprawą swojej sytuacji mieszkaniowej. Oszczędzający po podpisaniu umowy docelowego oszczędzania, w której określona zostaje suma jego zamierzonych wydatków na cele mieszkaniowe, systematycznie gromadzi na oprocentowanym koncie w kasie swój wkład oszczędnościowy, przy czym podpisana umowa oraz zgromadzone oszczędności uprawniają oszczędzającego do otrzymania kredytu w wysokości równej kwocie zgromadzonego przez niego wkładu. Oprocentowanie kredytu w kasie budowlanej jest niezależne od poziomu oprocentowania na rynku kapitałowym i pozostaje niezmienne przez cały okres spłaty. Z chwilą otrzymania kredytu przez oszczędzającego rozpoczyna się ściśle określony okres spłaty. Dzięki gwarantowanemu stałemu oprocentowaniu kredytu możliwe jest dokładne określenie zarówno wysokości comiesięcznych spłat, jak i łącznego kosztu spłaty otrzymanego kredytu.

Zgodnie z projektem polskiego systemu kas oszczędnościowo – budowlanych zachętą do oszczędzania przez minimum trzy lata miałaby być budżetowa premia w wysokości 20 proc. zgromadzonego wkładu, ale nie więcej niż 2,4 tys. zł rocznie. Tego, kto odłożyłby w ciągu pięciu lat 60 tys. zł i więcej, państwo wsparłoby kwotą 12 tys. zł.

Jak ocenia Narodowy Bank Polski, do kas przystąpiłoby nawet 5 milionów oszczędzających, co oznaczałoby dla budżetu wydatki rzędu 4 mld zł rocznie. Tymczasem na dopłaty do kredytów rząd jest skłonny przeznaczyć przez pięć lat nieco ponad 3 mld zł.
NBP zwraca także uwagę, że system kas działałby na zasadzie „kontrolowanej piramidy finansowej”, czyli kredyty osób wchodzących do systemu sfinansowaliby przyszli oszczędzający. Kasy utraciłyby płynność, gdyby przestali napływać do nich nowi klienci. Żeby do tego nie dopuścić, konieczne mogłoby się okazać podniesienie premii. Według NBP jest to system bardzo ryzykowny dla finansów publicznych. NBP proponuje stworzenie systemu oszczędzania opartego na bankach uniwersalnych i rynkowych stopach procentowych. Zachętą mogłoby być zwolnienie z podatku Belki.

Koniecznie sprawdź  Już w ten weekend kolejna Krakowska Giełda Domów i Mieszkań

Zabiegający o program kas Związek Banków Polskich ocenia, że nawet gdyby roczna premia wynosiła ok. 500 zł, oszczędzających mogłoby być 7 mln. Dla budżetu oznaczałoby to wydatki rzędu 1,5 mld zł rocznie. Jednak po kilku latach wpływy z VAT, CIT i PIT przewyższyłyby wydatki. Bardzo realny jest scenariusz, że w ciągu 18 lat budżet zarobiłby na czysto prawie 46 mld zł.